Zamordował żonę w Nowy Rok, bo chciała się od niego uwolnić. Ruszył proces

12 Ноябрь 02:17   43 wiev


Zamordował żonę w Nowy Rok, bo chciała się od niego uwolnić. Ruszył proces

Proces zabójcy właśnie rozpoczął się w Sądzie Okręgowym w Tarnobrzegu. Oskarżony mężczyzna przyznał się do winy i bez emocji powiedział, dlaczego po domowym przyjęciu, kiedy goście się już rozeszli, zaatakował 41-letnią Monikę.

– Stwierdziła, że to nie ma sensu, że najlepiej abym odszedł, wrócił do rodziny, do Kielc, bo planuje życie z innym mężczyzną. Po prostu dostałem szału – opowiadał.

Zabójca zadawał ciosy w łazience. To tam kobieta schroniła się przed rozwścieczonym mężem. Przed śmiercią dzwoniła do brata, z którym jeszcze chwilę wcześniej siedziała przy stole. Kiedy nie odbierał, wysłała esemesa i pisała, że Mariusz chce ją pobić i prosiła o przyjazd. Brat po chwili dotarł na miejscu. Niestety, kiedy z matką, mieszkającą w tym samym domu, weszli na piętro, dokonali makabrycznego odkrycia. – Monika leżała na podłodze, była zakrwawiona. Miała otwarte oczy i usta. Dotknąłem czoła, zaczynała się już robić zimna – zeznawał w sądzie brat ofiary.


Zabójca uciekł, ale jeszcze tej samej nocy został zatrzymany na stacji benzynowej. Był pijany i miał przy sobie nóż.

Prokuratura oskarżyła Mariusza K. nie tylko o zabójstwo, ale także o znęcanie się nad swoimi bliskimi. Ta gehenna miała trwać wiele lat. Mężczyzna wyżywał się na żonie i starszej, 19-letniej córce. – Wyzywał je od najgorszych pod byle pretekstem – zeznawała teściowa.

Zdaniem rodziny bali się go nawet sąsiedzi, bo nie raz pokazał, że bywa nieobliczalny. Jak wynika z ich relacji, wielkim problemem 44-latka był alkohol. – Pod koniec dnia chodził już na czworaka – mówił w sądzie szwagier.

W ostatniego sylwestra nic jednak nie zapowiadało dramatu. Mariusz K. miał przy rodzinie zachowywać się wyjątkowo spokojnie i być nawet miłym. Ale kiedy w kotłowni wyszedł ze szwagrem na papierosa, zapowiedział, że: "zabiję k... jak się dowiem, że mnie zdradza".Spotkanie w sądzie z mordercą było wyjątkowo traumatycznym przeżyciem dla matki zamordowanej. Starsza pani nie mogła powstrzymać łez. – Córka była spokojna, ciepła i lubiana przez wszystkich – zeznawała.

Monika osierociła dwoje dzieci. Starsza – 19-latka – feralnej nocy była poza domem i o tragedii dowiedziała się podczas zabawy. Kiedy rozgrywał się dramat, 8-letnia, młodsza córka spała w pokoju za ścianą. – To była przylepka mamusi. Woziła ją do szkoły, chodziły na spacery i zakupy – wspominają  sąsiedzi. Do dziś nie potrafią zrozumieć, że to własny ojciec zabrał dziewczynkom najukochańszą osobę na świecie.

Mariuszowi K. grozi dożywocie.

Zobacz też:



Najnowsze wiadomości
TOP